Rynek wydawniczy przestawia się na poradniki, dlatego częściej można dziś spotkać w księgarni opasły tom poradnika zatytułowanego: „Jak się uczyć”, niż solidnie opracowany podręcznik do nauki. Szaleństwo metodyczne opanowało wszystkie dziedziny życia. Ta sytuacja narzuca nam myśl, że istnieją recepty na życie w poradnikach, a wrażenie to potęgują oferty wydawnictw, prześcigające się w polecaniu potencjalnym czytelnikom( czytaj: kupującym )poradników z wszystkich możliwych dziedzin.
Okazuje się jednak w praktyce, że nie jest najważniejsze samo to, jak się uczyć, lecz także to, czego się nauczymy. Niektórzy z nas uważają, że samo nabycie poradnika z serii: „1000 sposobów na to, jak się uczyć” gwarantuje zwiększenie wydajności intelektualnej. Sugerowałoby to stwierdzenie, że nasz intelekt działa wydajniej po odbyciu magicznego rytuału, na przykład po zakupieniu odpowiedniego poradnika. To oczywiście naiwne przekonanie. Istnieje wiele porad odnośnie do tego, jak się uczyć, jednak samo wypowiedzenie formułki „metoda zapamiętywania”, jak również przeczytanie jednego z pasjonujących rozdziałów nowego poradnika nie spowoduje otwarcia naszego umysłu. Szczerze mówiąc, skuteczniej mogą działać mantry lub modlitwy. Jeśli oczekujemy od poradnika, że doznamy olśnienia po przeczytaniu i od razu poznamy sposoby na to, jak się uczyć – możemy być w błędzie.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.